Dziś przedstawiamy Wam najświeższą taktykę w reklamie na Facebooku, o której głośno jest teraz na wszystkich amerykańskich grupach dotyczących kampanii FB: tzw. naloty dywanowe (ang. „carpet bombings”).

Choć nazwa brzmi jak hasło dla wtajemniczonych, reklama tego typu nie jest oparta na niczym niezwykłym lub trudnym. To właściwie kombinacja 3 elementów, która została stworzona na potrzeby promocji lokalnych biznesów. W ciekawy sposób łączy ona kilka prostych opcji reklamy z daniem Facebookowi pola do samodzielnej optymalizacji.

Z czego składa się reklama typu „nalot dywanowy”?

Mamy tu do czynienia z połączeniem następujących składników:

  1. Targetowanie reklamy wyłącznie na podstawie geolokalizacji – kierujemy ją do osób znajdujących się w bezpośredniej okolicy naszej firmy.
  2. A zatem, podobnie jak w lotniczych nalotach dywanowych, uderzamy z naszą reklamą do wszystkich osób na całym wyznaczonym terenie, bez wybierania poszczególnych użytkowników ze względu na wiek, płeć, zainteresowania itd.
  3. Wykorzystania wideo produktowego – nagranie powinno trwać około minuty, być opatrzone napisami i skutecznie zatrzymywać uwagę.
  4. Stworzenie grupy odbiorców z użytkowników, którzy obejrzeli 75% naszego filmu – później możemy wrócić do nich w procesie remarketingu.

Jakie są plusy reklamy „carpet bombing”?

Posługując się tą strategią reklamową, korzystamy z wyjątkowo niedużych kosztów promocji wideo – będą one szczególnie niskie w ostatecznie tak nieprecyzyjnej grupie obiorców. Jednak pomimo wspomnianego braku precyzji efektem takiej reklamy są ciekawe dane na temat tego, kogo zainteresował nasz film reklamowy. Jednocześnie budujemy świadomość marki w najbliższej okolicy, a następnie możemy remarketingować wstępnie zainteresowane osoby.

Czym różni się taki remarketing od wracania do osób odwiedzających naszą stronę www?

Przede wszystkim kosztem pozyskania naszej grupy odbiorców: pełne wyświetlenie filmu informacyjnego może wynieść nas w takim wypadku 5 groszy, podczas gdy przekierowanie na stronę będzie zazwyczaj kilkakrotnie droższe. Poza tym wiele początkujących biznesów nie posiada jeszcze strony internetowej, która warta jest pokazania światu.

Tymczasem korzystając z nalotów dywanowych – niezależnie od tego, czy wyświetlimy film pokazujący przygotowanie jedzenia w indyjskiej restauracji, czy może zespół pracujący przy naprawie laptopów – łatwo zbierzemy dane osób, które chciały dowiedzieć się czegoś o naszym biznesie.

Później zaś – nic tylko uderzać do nich z tymczasowym rabatem lub motywatorem, który wezwie je do konkretnego działania. A do tego zaobserwujemy wzrost lokalnej rozpoznawalności – ani się obejrzymy, a sąsiedzi w końcu zaczną mówić nam „Dzień dobry”!